Jest to mentalność typowo komunistyczna, gdzie kierownikami mianowano "biernych, miernych ale wiernych" a całe przedsiębiorstwo miało realizować plan, a nie na przykład przynosić zyski czy się rozwijać (to były raczej problemy). Chłopek z rodziny chłopskiej który raz poczuł władzę eskcytował się nią i był rozliczany z tego, ile popisowych manewrów wykonał, a nie z tego czy jego przedsiębiorstwo/zespół/zmiana rozwiązywała jakieś rzeczywiste problemy. Każdy problem był powodowany dywersją nieprzyjaciela lub warcholstwem elementu, a nie dajmy na to złą koordynacją, niekompetencją czy przeciążeniem pracą. Dopiero jak ktoś prowadzi własne przedsiębiorstwo, to ma szansę zrozumieć, po co ono istnieje i jak ono działa, ewentualnie jeśli spędził sporo czasu za granicą, to możliwe że poznał rozsądne wzorce.